Ale mocno licze na to, że sprawy same ułożą się jakoś...
2008-05-26
Po długiej (bardzo długiej) nieobecności wróciłam. Czy coś się działo?? Nieeee :P Nie licząc anoreksji, bulimii, śmierci ojca - wszystko ok :| Cóż.... takie życie.
Mam poczucie niedosytu. Tak długo tutaj nie pisałam. Będą dwa lata?? Cud że w ogóle pamiętam hasło, heh. Pewnie nie ma już osób, które pisały tu wcześniej?? Jeśli są, to odezwijcie się.
Gdzie kochanek jak ze snu...??
2007-12-03
A ona sama śpi bo tak sama chce
nikt nie przytula jej
i nikt nie ma jej
nie zdobyta wciąż od tylu lat
nie pamięta już
czego tak jej brak... Kto napełni serce jej?
kto ukochać ją chce?
kto napełni serce jej?
kto ukochać śmie?
gdzie kochanek jak ze snu?
Zbyt ciężko puste serce nieść... Zmęczone chłodem serce jej... Mów do niej szeptem jeśli wiesz... I nic nie liczy sie...dopóki jesteś...
Nie czas na spanie, Amsterdam wciąga mnie...
2007-09-16
Ostra ekstaza bez trzymanki, jak zazwyczaj przy sobocie... Cały tydzień harówa w budzie, nauka, klasówki, testy, odpytki, rycie beretu, całodobowa praca psychiczna już mnie wykańcza. Czuję się zmęczona, zniechęcona i wyczerpana, a resztki energii zebrane podczas wakacji zostały już zużyte i jadę na rezerwie... Do tego wszystkiego codziennie spotykam się z tym samym pierdoleniem, zarówno w szkole jak i w domu, że za niecały rok matura, że trzeba się dobrze przygotować, żeby móc wystartować w życie... KURWA :| Nie czuję się jak dojżała i w pełni odpowiedzialna za swoje czyny osoba :P To że stuknęła mi osiemnacha to tylko jeden kamień na sercu mniej... bo z dowodem mogę zdziałać więcej. A co z zabawą?? Co z hardcorem?? Co ze wspomnieniami?? Nie chcę ich zatracić... Nie chcę być kolejną panną zamkniętą w czterech ścianach z książką od histy w rękach i tabletkami uspakajającymi zażywanymi przed każdym egzaminem... Ja nadal chcę się bawić...i czerpać z życia to co najlepsze... chwytać Boga za nogi... a każdy dzień traktować jakby był moim ostatnim... Tak więc WEEKENDZIE.... trwaj :) Pozdrawiam wszystkich, z którymi wczoraj balowałam... Bo nie obce nam obrazy extazy dla extazy... :) wielkie dziaa....
Przez ból do piękna....
2007-09-14
W większości jesteśmy estetami ( bo że wzrokowcami to już nawet nie muszę dodawać), którzy dużą wagę przywiązują do wyglądu, nie tyle swojego wyglądu - co wyglądu innych. Wiele razy słyszałam, jak mówiono, że uroda się nie liczy, a najważniejszy jest charakter, ale to zwykłe pierdolenie. Bo facet który to wypowiada... po godzinie idąc ulicą obejży sie za dlugonogą blondynką z biustem jak namiot, a nie za intelektualistką czytającą książkę z okularami zsuniętymi na czubek nosa... Dlaczego?? Bo najważniejsze jest pierwsze wrażenie... Ja osobiście nie wypieram się tego, że zwracam uwagę na wygląd... zawsze zwracałam. Zadbany, przystojny chłopak prezentuje sie o wiele lepiej niż jakiś nie wiem.... wymiętoszony fleja :) A co jeśli kazano by mi wybierać?? Na pierwszy rzut oka... wybrałabym zadbanego.... Ale jeśli okazałoby się, że koleś poza czystymi butami i nienagannym uśmiechem nie ma nic innego do pokazania?? A jego poziom inteligencji zatrzymał się w przedszkolu?? Albo jeszcze lepiej.... nadużywa słowa "maleńka" ??:D Tym czasem mniej zadbany chłopak okazuje się inteligentny, sympatyczny... Śmiało mogę stwierdzić, że zmieniłabym zdanie i dokonała innego wyboru :) Bo owszem- pierwsze wrażenie jest ważne, ale liczy się też to, co druga osoba ma w środku, co chce nam przekazać... Mówiąc krótko... jedna dusza w dwóch ciałach :) Wiele osób przez ten stereotyp plastikowej Barbie i wyżelowanego Kena stara się zmieniać swój wygląd, poddając się niejednokrotnie operacjom... A Ci, któych na to nie stać?? Często zapominają, ile są warci... zamykając się w swoim małym świecie, uciekając od otoczenia... Szkoda, że coraz częściej zapominamy, że to co piękne jest niewidoczne dla oczu...
Możemy zapomnieć ile jesteśmy warci...
2007-09-13
Czy to możliwe, że różne sytuacje i wydarzenia są w stanie zmienić człowieka?? Mam pewnego kumpla, który całe swoje życie przesiedział w chacie, w otoczeniu brata i rodziców. Jego jedyne wyjścia z domu ograniczały się do spaceru z psem, albo wizyty w spożywczaku. Odkąd pamiętam był małomówny, niesmiały, unikał z nami kontaktów. Wychodząc przed blok starał się to robić jak najciszej, żeby nie zostać zauważonym. Twierdził, że go nie zaakceptujemy... a motywował to swoim wyglądem. Niski, pucułowaty, a gust to już całkiem miał nie hallo. Był tego świadomy...mimo to nie usiłował tego zmienić- on od tego uciakał. Ostatni raz widziałam go jeszcze jako gówniara, jak schodził na dół z bagażami. Niedawno siedząc na osiedlowej ławie mój wzrok przykłuł czarny marcedes podjeżdzający pod blok. - Sieeeema! - usłyszałam znajomy głos...i zaniemówiłam. To był on... Wysoki, szczupły, ubrany iście godnie, no i kurwa.... odezwał się :| co jest grane?? Wypakowywał z trudem bagaże z merca, wręczając po kolei torby bratu. Nie przestawał się uśmiechać... Jeszcze tego samego wieczoru dostałam od niego smsa. Zapraszał całą naszą paczkę do knajpy. Nie mozliwe- pomyślałam wtedy, bo przecież ten kolo kiedyś nie znosił wychodzić z chaty przed blok, nie wspominając o publicznych wystąpieniach w gronie rówieśników. I co się okazało?? Że zmiana otoczenia i troche wiary we własne siły może zdziałać cuda. Wydroślał, zadbał o swój wygląd... i po prostu zaczął od nowa. Znałam go tyle lat... a dopiero po tym wydarzeniu tak naprawdę dowiedziałam się, jakim jest fajnym chłopakiem. A Ci, którzy kiedyś targali z niego brechy?? No cóż... miny im zrzedły...
Dziś te same młode serca, patrzą starszymi oczami...
2007-09-02
................... dzisiaj tacy sami, tylko nowe możliwości mamy... Niby mamy kontrolę nad swoim życiem. Szkoła, studia, praca, rodzina, wspólne wakacje na Krecie, święta spędzone w górach... Marzenia, snute plany - "jesteś młody, masz czas, szansę, perspektywy" słyszy się coraz częściej. A co, kiedy za stery siada los? Kiedy sprawa się rypnie i wszystkie cele pójdą się jebać? Różnie się dzieje, a starsze pokolenie myśli, że my mamy się lepiej. Dawają nam rady i starają sie kierować, a kiedy coś się nie powiedzie ... ułaaa... Ale co oni mogą wiedzieć?? Oni idą do roboty, wracają z niej, jedzą obiad i robią to, na co mają ochotę (leżenie przed telewizorem, czytanie gazety, kima, spacer z psem, wieczór przy piwku) A my?? Musimy wstać o 7, żeby sie wyrobić do szkoły, siedzimy tam pracując po 8 godzin psychicznie, wracamy, nawet nie mamy kurwa czasu żeby coś zjeść bo tyle zadawają ze się rzygać chcę...ze trzy godziny nad lekturą i pracą domową, nie wspomnę o nauce na sprawdzian z kilkunastu rozdziałów. A gdzie tu kurwa czas na życie prywatne?? Odpoczynek?? Rozrywke?? Mamy możliwości... to prawda. Ale jak te możliwości wykorzystać z rozlasowanym mózgiem od nauki i pierdolenia starych?? Nie da się - to też prawda...
Mój przyjacielu...
2007-08-31
" Przyjaźń wymaga podobieństw życiorysów...wspólnoty myśli i tych samych celów... " Ta notka będzie poświęcona komuś, kto jest moim światełkiem w tym ciemnym i mrocznym tunelu obłudnego świata...
Chcę wciąż powtarzać Ci, że jesteś dla mnie ważna... Przyjaźń żywi się dobrymi słowami... Chcę wciąż powtarzać Ci, że jesteś tą prawdziwą... Bo Ty jesteś tą, co serce ma... Bo Ty jesteś tą, co łzy rozumie... Nieważne co teraz robisz, nieważne gdzie teraz jesteś- chcę by moje dobre myśli dotarły do Ciebie... Sis... dziękuję za wsparcie, pocieszenie, zrozumienie... dziękuję za każdy dzień który razem spędzamy... za to, że nauczyłaś mnie co to oddanie i szacunek do samej siebie... Pamiętaj, że ZWR :* kC
Paranoje, też się boję to jest to co człowiek czuje, gdy mu życie los rujnuje...
2007-08-30
Jak ma żyć jak mu żyć nie dadzą
Nie wszyscy sobie radzą, za to wszyscy płacą, pytam za co
Za to, że musisz siedzieć, z dala gdy jointa odpala?
Za to, że masz go za wandala?
Czy za to, że ma spierdalać bo zadzwonił ktoś po organ ścigania? Taa... wieczne osądy jaki to on jest zły i co powinni mu zrobić za to, że ukradł. Ale czemu nikt nie zastanowi się, dlaczego ukradł? Łatwiej jest krytykować, podsumowując że zmarnował sobie życie, niż zrozumieć jak było mu ciężko... Widzą jakim jest "bandytą", "wandalem", " zwykłym złodziejem marnującym sobie życie". Ale ślepi są na to, że ukradł bo nie wytrzymał z głodu... Innego powodu nie miał!
A nie wytrzymał z głodu, bo nie miał co jeść.... A nie miał co jeść, bo nie miał kasy... A nie miał kasy, bo pierdolony system nie zapewnił mu pracy... A pierdolony system nie zapewnił mu pracy bo ma nas w dupie! Błędne koło... Po co Ci były te studia... skoro i tak teraz siedzisz za to, że nie miałeś co do ust włożyć?? Wykształceni bezrobotni- karani za system w jakim żyją...
List do Stwórcy??
2007-03-18
Nigdy się nie modliłam, a jeśli już to tylko dlatego, że moja mama w to wierzy... Nie dawały mi nic te klepane regułki w kościelnej ławie i nie wzruszały staruszki miętoszące różaniec w złożonych rękach z oczami wpatrzonymi w ołtarz. To zawsze była dla mnie zwykła ściama... Przecież one stąd wyjdą i już coś spierdolą... będą komentować czyjeś życie, kogoś chwalić, kogoś krytykować, narzekać na swoje dzieci i użalać się nad brakiem floty... - myślałam, po czym nienawidziłam ich jeszcze bardziej. Fałszywa religijność... zwykłe dewotki... Nie zmieniłam zdania co do tego, do kościoła też nie chodzę... ale coś się zmieniło. Może to śmieszne, ale poczułam potrzebe pogadać czasem z kimś, kto nie odpowie, kto wysłucha... LIST...
Zawsze chciałam napisać list... taki osobisty, który ktoś znajdzie za kila lat i dowie się że istniałam. Sławne gwiazdy nie umrą...zostaną uwiecznione na tasmach. Modelki- na zdjęciach, poeci- w wierszach, pisarze- w książkach... a ja?? Mały, szary, nic nieznaczący człowiek, kolejny wśród wielu... napiszę list... część umieszczę na blogu... a część... gdzieś schowam... Z nadzieją że zostanie odnaleziony przypadkiem za kilkadziesiąt lat...
Chyba mam dość poddawania się...
2007-02-11
...dość użalania nad soba...dość wspominania...dość patrzenia w tył... To bez sensu...coś się kończy, coś zaczyna. Ktoś umiera, ktos się rodzi. Coś się udaje, żeby za chwilę mogło się popsuć... Taka kolej życia? Tak... Kończę już pisanie na blogu... przynajmniej teraz...na jakiś czas. Wypaliłam się, nie mam już nic do powiedzenia, przekazania. Różne wydarzenia, różni ludzie odebrali mi umiejętność mowy i teraz każde słowo które wypowiadam nie niesie za sobą nic, co mogłoby się komuś przydać... Trochę jednak przeżyłam i powiem tylko, żeby zawsze docierać do postawionego sobie celu. Mimo że czasem ktoś nam coś odradza, mimo że inni są przeciwni a Tobie wydaje się że nic nie ma sensu... Sens ma smak zwycięstwa :) i tego życzę każdemu z Was... Pozdrawiam...
|